sobota, 25 kwietnia 2009

Podcast: podsumowanie akcji Odzyskaj Edukację!



Pierwszy numer nieregularnego biuletynu dźwiękowego OKUPE. Plik do pobrania na stronie archiwum internetowego.

Odzyskaj Edukację – Globalny Tydzień Działań 20–29.04. 2009

W dżinglu wykorzystano fragment utworu zespołu Arkana i Pan Niedodźwięki. Podkład dźwiękowy własny.

Sprostowanie: tydzień działań wciąż trwa! (wybaczcie, to pierwszy, stworzony pod wpływem impulsu numer biuletynu).

czwartek, 23 kwietnia 2009

Sprzeciw podczas spotkania z Minister Nauki

Dzisiaj przed południem Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka odwiedziła Uniwersytet Gdański. Spotkanie miało mieć charakter „konsultacji społecznych” do planowanej reformy szkolnictwa wyższego. Mimo że spotkanie trwało 1,5h jedynie trzy osoby zdążyły zadać Pani Minister pytania i wyrazić swoje zastrzeżenia co do założeń reformy „Partnerstwo dla wiedzy”. Pytania zadali: dyrektor Katedry Skandynawistyki prof. Hieronim Chojnacki, były rektor UG, a obecnie Dziekan Wydziału Filologicznego prof. Andrzej Ceynowa oraz Przewodniczący Samorządu Studentów Łukasz Bień. Warto zauważyć, że to właśnie Samorząd Studencki podniósł kwestię kontrowersyjnego „konwentu”, który według założeń reformy miałby być organem stojącym ponad Senatem Uczelni. Z zapisów projektu można wnioskować, że konwent miałaby być swego rodzaju radą nadzorczą uczelni.

Pod koniec spotkania, kiedy stało się jasne, że „konsultacje społeczne” zamieniły się w wykład Pani Minister, grupa studentów i doktorantów rozwinęła transparenty wyrażające sprzeciw wobec projektu reformy. Ich treścią były hasła: „odZYSKaj Edukację” oraz „Wiedza NIE jest Towarem www.emancipating-education-for-all.org”. Transparenty, podobnie jak głosy krytyczne wobec projektu reformy przyjęte zostały brawami. Po zakończeniu spotkania, młodzi pracownicy i doktoranci wręczyli Pani Minister białą koszulkę z logiem Światowego Tygodnia Działań „Reclaim your Education” oraz z nadrukowanym na przedzie pytaniem „Ile warte są nauki społeczne?”.

Uniwersytecki Panoptikon: kamery w toaletach

Ze względu na wizytę Pani Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego na Kampusie Bałtyckim Uniwersytetu Gdańskiego przybyło kamer. Prawdopodobnie BOR tak obawiał się ataku na Panią Minister w związku z kontrowersyjną reformą, że kamery pojawiły się nawet w... toaletach!




Nie wiadomo czy kamery pozostaną na Uczelni. Jeżeli tak, to będzie to zgodne z polityką UG. W nowym budynku Wydziału Nauk Społecznych kamery są już bowiem na korytarzach i w holu. Brakowało tylko w toaletach, gabinetach i salach wykładowych. Wydawało się, że przez wprowadzeniu kamer do wnętrza budynków Uniwersytetu i nieustanne czuwanie ochrony nad niestosownie do pory roku ubranymi lub zachowującymi się członkami i członkiniami naszej społeczności (patrz: Regulamin Straży Uniwersyteckiej UG), staniemy nad przepaścią absurdu. Jednak dzisiaj kolejny krok wzmacniania kontroli został zrobiony. Pozostaje tylko z trwogą oczekiwać co będzie dalej. Co zrobisz...? Nic nie zrobisz.

Sprawozdanie z dyskusji o reformie "Partnerstwo dla wiedzy"


22. kwietnia na Wydziale Nauk Społecznych UG odbyło się spotkanie społeczności akademickiej, dotyczące planowanej reformy edukacji wyższej. Spotkanie w gronie studentów i wykładowców zorganizowali doktoranci UG. Podstawą dyskusji były przygotowane przez ministerstwo szkolnictwa wyższego broszury p.t. "Reforma studiów i praw studenckich", "Nowy model kariery akademickiej" i "Nowy model zarządzania szkolnictwem wyższym". Lektura tych materiałów potwierdziła pesymistyczne przypuszczenia dotyczące kierunków zmian, jakie podjęło ministerstwo.

Wśród polskich uczelni mają zostać wyróżnione tzw. K.N.O.W. - uczelnie "flagowe", które w pierwszym rzędzie mają otrzymywać dotacje i subsydia. Pisma ministerialne nie wyjaśniają, co stanie się z innymi, "nieoflagowanymi" uczelniami wyższymi, choć dalsza lektura broszur pozwala się tego domyślić.

W strukturach władz uczelnianych ma zostać powołany Konwent - instytucja nadrzędna względem innych, łącznie z Senatem. Charakter funkcjonowania tej instytucji nie jest przez ministerstwo wyraźnie zaznaczony, ale ma ona przejąć część kompetencji Ministra. Jest to, podobnie jak funkcjonowanie Polskiej (obecnie Państwowej) Komisji Akredytacyjnej, zgodne z ustaleniami Procesu Bolońskiego, jednak dokonuje się pewnej nadinterpretacji ustaleń Procesu zapominając, iż instytucje tego typu miały być niezależne od stron trzecich. Tymczasem na spotkaniu przypomniano, że z P.K.A zamierza otwarcie współpracować Business Centre Club, a definicja kompetencji Konwentów sugeruje wchodzenie w ich skład przedsiębiorców, a przez to - kontroli firm nad działaniem uczelni.

Szczególnie niepokojące zwiastuny zmian ukrywa Ministerstwo pod szyldami "integracji z otoczeniem społeczno-gospodarczym". Pod tym niejasnym terminem skrywane jest zacieśnienie więzi uczelni z wybranymi przedsiębiorstwami. Wprowadzony zostaje termin "kształcenie na zamówienie pracodawcy". Jeśli właściwie zrozumieliśmy intencje Ministerstwa, uczelnie mogą wkrótce stać się niczym innym jak przybudówkami najsilniejszych firm w kraju, który to proces już się rozpoczyna (patrz: silna pozycja Microsoftu na UG).

Uczelnie będą miały obowiązek powołania spółek prawa handlowego, które będą kontrolowały, a także - co przewiduje ministerstwo - handlowały "własnością przemysłową", a więc patentami, wynalazkami. Pojawia się także termin "własności intelektualnej", co sugeruje, iż wg. Ministerstwa wiedza jest jednak komercyjnym towarem, a nie dobrem wspólnym. Wyłanianie ze struktury uczelni jednostek potencjalnie zyskownych i przekształcanie ich w spółki prawa handlowego nasuwa niestety skojarzenia z praktykami prywatyzacyjnymi, a dokładniej z wyprowadzaniem majątku poza sferę publiczną.

Rektor będzie mógł być osobą pochodzącą spoza uczelni. W konkursie na rektora będzie mogła startować osoba z tytułem doktora, pod warunkiem przeszkolenia menedżerskiego. Rektor, a nie, jak to jest obecnie, struktury samorządowe, decydował będzie o przyznawaniu stypendiów. Stypendia naukowe mają zostać zastąpione nagrodami rektorskimi, natomiast zamiast stypendiów socjalnych według ministerstwa można biedniejszym studentom proponować... łatwiejsze w uzyskaniu kredyty! Jak zauważyliśmy, jest to objawem zignorowania przez ministerstwo lekcji, jaką dało społeczeństwu trwające na świecie załamanie gospodarki, wywołane między innymi nachalnym i masowym udzielaniem kredytów osobom niewypłacalnym.

Inne zmiany dotyczą organizacji studiów magisterskich i doktoranckich. Ograniczona będzie możliwość studiowania więcej niż jednego kierunku. Aby uzyskać doktorat, trzeba będzie samemu sfinansować sobie egzamin na obowiązkowy (!) certyfikat z języka obcego. Doktoranci będą zachęcani do podejmowania zatrudnienia poza uczelnią, za to uczelnie mają otworzyć się na wykładowców nieakademickich. Do ciekawostek należy propozycja wyeliminowania powinowactwa rodzinnego między wzajemnie podległymi sobie naukowcami. Z pewnością ma to na celu zlikwidowanie groźby nepotyzmu, jednak trudno sobie wyobrazić, by uczelnie nagle pozwalniały wszystkich wykładowców, będących np. rodziną dyrekcji.

Na dofinansowanie działalności będą miały szanse tylko kierunki "wiodące", choć nie wiadomo, na czym ich przewodnia rola miałaby polegać. Pozostałe kierunki studiów będą musiały zwiększyć PRZEPUSTOWOŚĆ, między innymi poprzez ograniczanie ilości kursów wolnych od opłat.

Pakietowi wspomnianych trzech reform, funkcjonujących w obiegu pod nazwą "Partnerstwo dla wiedzy" zarzucić można brak wizji uczelni jako centrów nauki i kultury, które wspomagają swoje otoczenie w rozwoju. Nie jest to projekt ambitny, który dawałby choćby nadzieję na wychodzenie z kryzysu gospodarczego. Mamy za to do czynienia z arogancką próbą przekształcenia uczelni w klientów skompromitowanych korporacji.

Całość materiałów przygotowanych przez ministerstwo pełna jest wyrażeń niejasnych, głównie przyjaznej nowomowy i ładnych słów: "jakość", "integracja", "granty". Nie trzeba jednak tytułu doktorskiego, aby zauważyć, że proponowane nam zmiany mają na celu podporządkowanie uczelni wyższych przemysłowcom i cięcie wydatków ministerialnych kosztem studentów i jakości kształcenia.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Flagi spuszczamy do połowy masztu, ale okręt wciąż płynie

Chcąc zachęcić czytelników i autorów OKUPE do dyskusji, a nie głównie informowania o działaniach, pozwalam sobie na przedruk mojego artykułu z serwisu pracownia54.

O zaletach skorzystania z anarchistycznych idei w dobie nowych mediów pisze Piotr Piętak. Zwolennik wolnego oprogramowania, w artykule "Internet - zwycięstwo anarchizmu" wskazuje na opozycję pomiędzy liberalizmem wolnego oprogramowania, budowanego na zasadzie współpracy i udostępniania wyników społeczeństwu, a neoliberalną polityką zawłaszczania. Polityką, która nie jest zainteresowana rozbudowywaniem dóbr wspólnych, dostępnych wszystkim, ale wyłącznie biznesowymi korzyściami.

Spór pomiędzy zwolennikami wolnego dostępu do informacji a tymi, którzy chcą za wszelką cenę chronić "prawa własności intelektualnej" (termin ten wyśmiewa m.in. Richard Stallman) trwa od dłuższego czasu. Nowoczesne środki komunikowania pozwalają nam nie tylko na wspólne wytwarzanie treści, ale w domowym zaciszu mamy możliwości przetwarzania tekstów kulturowych większe niż kiedykolwiek w historii i to za naprawdę niewielkie pieniądze. Zwraca na to uwagę m.in. Lawrence Lessig, ale nie trzeba być naukowcem, by zauważyć i doświadczyć potencjału współczesnych komputerów.

W artykule Piętaka jest kilka drobnych nieścisłości, m.in. wspomina on o anarchokapitalizmie, który wielu anarchistom kojarzy się mocno z libertarianizmem, a ten w swojej ograniczonej, wolnorynkowej wersji kolaboruje z neoliberalną ideologią i praktyką. Ale warto zwrócić na artykuł uwagę. Zwłaszcza, że to głos poparcia dla idei, które określane są mianem radykalnych, skrajnych i często wykluczone z dyskursu debaty publicznej, klasyfikowane są jako pomysły złodziejskie, pomysły piratów. I to głos, opublikowany w tzw. "wielkich mediach".

Wielki przemysł muzyczny i filmowy sprowadził debatę pomiędzy zwolennikami wolnej kultury i swobodnego dostępu do dóbr niematerialnych ludzkości a zwolennikami "prawa autorskiego do końca świata" i zwolennikami patentów na oprogramowanie, do nagonki na pirackich złoczyńców. Nastolatek, korzystający w sypialni z komputera, ściągający kopie ulubionej muzyki, to przestępca. Kinomaniak, oglądający film, zanim po miesiącach pojawi się w kinie, to bandyta. Naukowiec, korzystający z nielegalnych skanów drogich książek, to złodziej. Kopiowanie treści, które de facto nie powoduje ubytku w oryginałach, traktuje się identycznie jak napad na bank. Dyskusja na ten temat właściwie nie istnieje. A anarchistyczne medium, opisywane przez Piętaka, medium, które pozwala na współpracę, wymianę dobrami kultury i stworzenie biblioteki wszelkich stworzonych przez ludzkość tekstów (o czym marzył m.in. Ted Nelson, twórca terminu "hipertekst"), zaczyna umierać.

Krok po kroku zmierzamy do internetu, w którym powszechna będzie nadkontrola. Słyszałem o planach Ośrodka Informatycznego Uniwersytetu Gdańskiego, który ma zamiar wprowadzić inwigilację przeglądanych przez użytkowników treści i powiadamianie organów ścigania w razie łamania prawa. Zatem zbliżamy się do wizji-przestrogi Stallmana z tekstu "Prawo do czytania". Zarówno z głównej części, jak i komentarza. Polska goni Amerykę, ale kopiuje najgorsze możliwe wzorce, a dzisiejszy przestępca to student, którego nie stać na zakup płyt i/lub książek, dzieciak, nieświadomy łamania prawa i fani popkultury oraz zwykli użytkownicy internetu, którzy mają płacić za to, że wykorzystują nowe kanały komunikowania tak, jak można je wykorzystywać, zgodnie z naturą owych mediów.

Wielki przemysł nie zamierza korzystać z nowych, alternatywnych kanałów dystrybucji, z nowatorskich modeli biznesowych. Jak w jednym z filmów informuje ważniak z Hollywood, koncerny zamierzają obrzydzić nam korzystanie z możliwości medialnych i wprowadzają atmosferę zastraszenia - zawsze jesteś podejrzany. Każde skorzystanie z internetu będzie monitorowane, a w razie potrzeby, zgarniemy cię.

Dostaniesz karę finansową, jak dzieci, które nielegalnie na stronach internetowych rozwijały historie ze świata "Harry Pottera", albo wsadzą Cię do więzienia - jak twórców "The Pirate Bay" - "Zatoki Piratów".

Mam tylko nadzieję, że wzrost społecznej świadomości i akcje, pokazujące wielkim koncernom, że nie jesteśmy bezbronni - jak ostatnie działania ruchu Anonimowych - pozwolą utrzymać wolne medium. Na pewno jesteśmy na wojnie. Wojnie, jak uważają niektórzy, o "ropę XXI wieku", czyli wojnie o dostęp do informacji. A bez dostępu do informacji, edukacja oparta na nowych mediach będzie tylko zabawą z narzędziami, bez treści, a i bez możliwości sensownego ich zastosowania. Taka zabawa z przyszłością, która nigdy nie nadejdzie...

Informacja chce być wolna!

GDS

Grafika: www.sxc.hu
Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.